sobota, 4 stycznia 2014

Złodziejka książek

Witajcie moi mili!
To moja pierwsza recenzja, dlatego proszę o wyrozumiałość.
Nie chciałabym też zdradzić za dużo wydarzeń z książki, aby czytało się ją wam równie przyjemnie jak mi. Ale przejdźmy do rzeczy!

Tytuł: "Złodziejka książek"
Autor: Markus Zusak
Okładka:
Książka ta wciągnęła mnie, choć nie była wcale przeznaczona dla mnie, lecz dla mojej mamy. Mimo to ogromnie podobała się mnie i mojej przyjaciółce. Muszę was jednak ostrzec, że nie jest to typowa powieść młodzieżowa, sporo jest zahaczeń o historię II Wojny Światowej, bo właśnie w tamtych czasach żyje główna bohaterka, czyli Liesel Meminger - siedmiolatka z Niemiec. Niestety los sprawia, że jej mama nie ma pieniędzy, by wychować ją i jej brata, więc oddaje swoje dzieci nowej rodzinie zastępczej. Niestety podczas podróży do nowego domu brat dziewczynki umiera. Ale nie od tego zaczyna się ta fantastyczna książka, bo wydarzenia nie są poukładane do końca chronologicznie. Oczywiście istnieje ogólny skład, w jakim czasie co się dzieje, jednak są tak jakby przerywniki od bierzących wydarzeń, kiedy dowiadujemy się co nieco o niedalekiej przyszłości lub przeszłości bohaterów. No i jest jeszcze jedna ciekawa kwestia - narrator. Bowiem jest nim... śmierć! Tak tak! Opowiada on o tym, jak musi zabierać dusze, jednocześnie obserwując życie małej Liesel. Po raz pierwszy widzi ją, kiedy ta bezkarnie... kradnie książki! Jak można się domyślić, właśnie stąd pochodzi tytuł.
Jest w tej książce też wiele niesamowitych postaci, takich jak papa, Rudy, czy Max. Kim dokładnie są ci bohaterowie dowiedzie się podczas czytania ;)
Moim zdaniem jest to bardzo poruszająca opowieść o przyjaźni i miłości, jakże rzadko spotykanej w tak ciężkich czasach. Sądzę, że warto poświęcić trochę czasu na lekturę tej książki. Niektórych mogą denerwować drobne uwagi, które pojawiają się co jakiś czas.
Okej, na koniec jeszcze powiem jedyne co mi się nie podobało: dowiadywałam się o śmierci bohatera, zanim on w ogóle umarł. Niestety, śmierć nie lubiła słodkiego stanu niewiedzy, przez co przedwcześnie powiadamiała o śmierci jednego z bohaterów.
Z pewnością wybiorę się do kina na ekranizację powieści, z której zdjęcia już od pewnego czasu krążą po internecie
Z mojej strony na dziś to tyle.
Do następnej recenzji!
Liesel Lovegood

sobota, 22 czerwca 2013

Miasto kości

                Cassandra Clare


Ostatnio na jakimś forum polecono mi książę "miasto kości" . Oczywiście zachęcona pozytywnymi opiniami od razu pobiegłam do sklepu, kupiłam, przeczytałam i ... zawiodłam się.
  Jest to książka opowiadająca o piętnastoletniej Clarissie Fray,  zwykłej dziewczynie, która pewnego dnia spotyka nocnego łowcę. Jest to rasa pół ludzi, pół aniołów walczących z demonami. Razem z nim i jego przyjaciółmi próbuje uwolnić mamę (którą jej oczywiście porwali) a także zmierzyć się z tatą (który, nawiasem mówiąc nie żyje) . Oczywiście w między czasie zakochuje się w nocnym łowcy, który ma na imię Jace i jest piękny, inteligentny i na dodatek bardzo ją kocha (och, jak słodko).
   Zdecydowanie na plus zaliczam niektóre wątki książki, które poprowadzone były w genialny sposób, niestety były to wątki BARDZO poboczne. Poza tym bardzo podobały mi się postacie, zarówno rudowłosa i porywcza Clary jak i ekscentryczny czarodziej Magnus, którego wręcz kocham. Nawet Jace wzbudził moją sympatię, co się zdarza bardzo rzadko przy idealnych postaciach. Najbardziej podobały mi się ostre wymiany słów pomiędzy Clary, a Jacem, mimo, że pod koniec książki były już trochę za bardzo przesłodzone.
 No i oczywiście zdecydowanie pochwalić muszę styl autorki, która zdecydowanie umie pisać!  Książkę czytało się migiem. Siadłam rano, oderwałam się dopiero późną nocą. Bardzo wciągająca, do tego stopnia, że po jej przeczytaniu natychmiast sięgnęłam po kolejne części, które, tak na marginesie, były wręcz koszmarne.
  Niestety jednak, była to tylko zwykła opowieść dla nastolatek jakich pełno, wzorowana trochę na "zmierzchu" . Wątek romantyczny był nudny i zdecydowanie było go zbyt wiele. Bohaterka nieustannie wahała się pomiędzy swoim przyjacielem - śmiertelnikiem, a swoim przyjacielem - nocnym łowcą. Do tego zagmatwany wątek z ojcem Clary, który jednocześnie jej ojcem jest, jak i nie jest oraz jednocześnie żyje i nie żyje. Jednym słowem ogólny chaos.
   Jednak jeśli ktoś poszukuje książki an jeden wieczór zdecydowanie "miasto kości" się na taką nadaje. Akcja jest wartka i ciekawa, więc na pewno przypadnie do gustu przeciętnemu czytelnikowi i nie tylko. Mnie także się ta książka podobała, chociaż w niektórych momentach była bardzo denerwująca i miałam ochotę ją odłożyć. Jako rozrywka - idealna!
Moja ocena : 6/10  :)





niedziela, 12 maja 2013

Rupieciarnia na końcu świata

Czas na książkę która pochłonęła mnie do reszty. "Rupieciarnia na końcu świata" napisana przez polską autorkę, Agatę Mańczyk.
Książka opowiada o dziewczynie - Maryli. Dotychczas Maryla mieszkała w Warszawie, stolicy polski i jednocześnie największym mieście w Polsce. Jednak pewnego dnia jej matka postanawia przenieść się do jej małej, rodzinnej wsi, której nawet nie ma na mapie - Tomaszowa. Już od samego początku dziewczyna buntuje się przeciwko temu pomysłowi, jednak nie ma wyjścia. Razem z mamą wprowadzają się do babci i prababci, bezuczuciowych, jak się zdaje, starszych pań, które zdają się nienawidzić ani Maryli, ani jej mamy. Ale to dopiero początek kłopotów. Dziewczyna przeżywa swoje pierwsze spotkanie z nową klasą i poznaje dziwnego chłopaka, Nobiego. Potem zaczyna stopniowo odkrywać straszną tajemnicę skrywaną przez jej mamę. Przez przypadek trafia do małego sklepu pod mało oryginalną nazwą "Rupieciarnia", gdzie znajduje przedmiot, który koniecznie musi zdobyć. Prosi więc syna właścicielki Rupieciarni, aby dał jej tę rzecz, jednak on proponuje układ. Jeśli zrobi to, o co go poprosi, dostanie rzecz (czyli ramkę ze zdjęciem swojej babci, ale o tym przeczytacie). Chłopak wplątuje ją w niezłe tarapaty, podczas których dowiaduje się wszystkiego o swojej rodzinie...
Świetna książka, pełna humoru i optymizmu, ale zarazem bardzo mroczna. Szybko i przyjemnie się czyta, bardzo gorąco polecam przeczytanie! W skali od 0 do 10 oceniam ją na 9.


Skrzydła Laurel

Dodaję moją pierwszą recenzję. Jest to recenzja książki pt. "Skrzydła Laurel".

Książka opowiada o piętnastoletniej dziewczynie o imieniu Laurel. Laurel nie ma potrzeby jedzenia (jeżeli już je to tylko owoce i warzywa) i jeszcze nigdy się nie skaleczyła. Już to utwardza nas w przekonaniu, że dziewczyna nie jest człowiekiem. Pewnego dnia na plecach dziewczyny pojawia się tajemniczy guz, który w miarę upływu czasu powiększa się. Pewnie już teraz większość z was pomyślała, że rosną jej skrzydła. Można powiedzieć, że to prawda, ale nie do końca. Bowiem jest to....kwiat. Laurel wraz ze swoim przyjacielem Davidem (David jest tak denerwujący, że najchętniej bym go zabiła)  przeprowadzają różne doświadczenia w których dowiadują się, że Laurel faktycznie nie jest człowiekiem, ale....rośliną. Okazało się, że nie ma serca, krwi ani tętna. Dziewczyna przeżywa "niezwykłe" przygody ze swoim przyjacielochłopakiem Davidem, oraz poznaje drugiego przyjacielochłopaka Tamaniego. W książce najwięcej jest napisane o tym, że Laurel nie wie którego wybrać. Gdybym to ja pisała tą książkę, nazwałabym ją "Laurel i trudne wybory".
Pod koniec książki dziewczyna pakuje się w tarapaty, a Tamani skona, jednak bardzo dziwnym trafem w ostatniej chwili udaje się go uratować. Na końcu jak zwykle chwila wzruszenia, Laurel żegna się z Tamanim i  
wybiera swój świat, zostawiając Tamaniego i inne...rośliny. 
Książka bardzo przewidywalna, miejscami nudna, ale też wciągająca. Odrobinę idiotyczna, no ale to przecież fantasy. Trochę denerwujący bohaterzy (David). Mnie się ta książka nawet podobała, ale znam wiele osób, które uwielbiają tą serię, więc mimo wszystko polecam przeczytanie i sprawdzenie na ile wy oceniacie tą książkę. Ja w skali 0-10 oceniam ją na 7. 

Hanna Snape.